Skocz do zawartości
Benji93

Corsa B: jedna wielka awaria (elektryka i układ spalania)

Rekomendowane odpowiedzi

Witam!

 

Poniżej opiszę swoją historię związaną z posiadanym przeze mnie autem [BARDZO CHOLERNIE DUŻO CZYTANIA]. Mam bardzo wielkie problemy przez co będę starał się opisywać wszystko w miarę szczegółowo i wyczerpująco by nie pozostawić wątpliwości. Z góry uprzedzam, że moje pojęcie o mechanice samochodowej, częściach i istocie działania jest zerowe dlatego wszelkie odpowiedzi w sprawach technicznych proszę pisać łopatologicznie tak by oszczędzić nerwów mi, a przede wszystkim Wam : SMILE :

 

Myślę, że kluczowe będzie wprowadzenie jakie mam auto:

 

Opel Corsa B 97'

Silnik 1,4 16V (90KM) X14XE w benzynie i bez LPG

Obecny przebieg: 125 073km (nie weryfikowany, odczyt z deski rozdzielczej- nie mam podstaw by myśleć, że kręcona)

 

Historia pojazdu z mojej perspektywy:

 

Sierpień 2014

 

Pod koniec sierpnia 2014 roku odkupiłem w.w. auto od prywatnej osoby. Z relacji poprzedniego właściciela wynika, że auto kupił w Niemczech i tam go użytkował przez pewien czas. W 2008 auto przyjechało do Polski i tu zostało zarejestrowane. Auto użytkowała matka sprzedającego. Wydaje mi się, że auto do Polski przyjechało z przebiegiem ok 98 000km (droga dedukcji). W marcu 2014 roku auto miało przejechane ponad 113 000km (dane z historiapojazdu.gov.pl), w dniu sprzedaży miało stan licznika ponad 115 000km. To dowodzi słów, że auto po przyjeździe do Polski było mało użytkowane. Stan techniczny auta na owy dzień był (jak dla mnie) bardzo dobry. Autko ładnie pracowało, odpalało za pierwszym razem i nie było wahnięć obrotów. To co miało działać działało, a to co nie powinno się świecić nie świeciło. Od poprzedniego właściciela dostałem polecenie by zmienić rozrząd przy 120 000km oraz olej przy 116 000km.

 

Wrzesień 2014

 

Po kilku dniach użytkowania podjąłem decyzję, że zmienię rozrząd już teraz. Znajomy mechanik A kupił nową część (Ruville) i zamontował + nakleił naklejkę że wymiana we wrześniu 2016 lub po przejechaniu 175 000km. Niestety nie pamiętam ile zapłaciłem za tę przyjemność; wersja I: 300zł wersja II: 550zł ( w obu wersjach ceny to część + robocizna).

 

Styczeń 2015

Wtedy miała miejsce większa awaria- padły hamulce. Gdy byłem rozpędzony (ponad 100km/h) okazało się, że pedał hamulca się zapada do podłogi ale nic nie hamuje. Hamulec złapał jak bardzo mocno docisnąłem pedał do podłogi. Następnie nogą podciągnąłem pedał do góry po czym znów wcisnąłem, ale tym razem złapał na "właściwym poziomie". Po przejechaniu ok 1km sytuacja znów się powtórzyła. Zajazd pod dom. Auto zgaszone. Kontakt z mechanikiem A i auto na warsztat. Diagnoza- cylindry przy hamulcach do wymiany (część oryginalna, nie zmieniana od produkcji). Przyjemność łącznie kosztowała 120zł.

 

Luty 2015

Uparłem się i z własnej woli oddałem auto do mechanika A by wymienił mi klocki hamulcowe i podciągnął linkę ręcznego. Całość: 150zł

 

Marzec 2015 (CYRK!)

6 Marca: przegląd okresowy samochodu. Na moje życzenie zostały sprawdzone spaliny w aucie bo zacząłem szukać przyczyn wysokiego spalania. Opinia diagnosty: górna granica normy. Niestety nie mam kopii wyników, a pamięć nie jest aż tak dobra.

12 Marca: wypuściłem się na dłuższą trasę (150km w jedną stronę). Już tego dnia słyszałem dziwne dźwięki dobiegające spod maski. Przy wciskaniu sprzęgła słyszałem coś na kształt wody przepływającej pod dużym ciśnieniem przez rurę. Nie było to głośne i słyszalne tylko przy wyłączonym radiu. Po osiągnięciu celu 3h postój i dalej w drogę, po 60km kolejny postój (1,5h). Po ponownym odpaleniu zaczęły się problemy ze sprzęgłem. Biegi ciężko wchodziły, a przy wstecznym słychać było jak dwa metalowe elementy ocierają się o siebie. Pomagało wtedy wrzucenie na luz :arrow: jedynka :arrow: luz :arrow: wsteczny (i wtedy wchodziło jak zwykle). Wcześniej wspomniany dźwięk się nasilił ale dalej nie był uciążliwy. Po kolejnych 60km zaczęły się lekkie piski spod maski. Zjazd na parking i szybka diagnoza, że wciśnięcie sprzęgła czasem powoduje pisk (nigdy się to nie zdarzyło). Kontakt do mechanika A i potwierdzenie z jego strony że coś przy sprzęgle się dzieje i najprawdopodobniej łożysko oporowe. Pozwolił mi dalej jechać ale zaznaczył, że będzie tylko gorzej. Świadom tego rozpocząłem podróż do domu. Na trasie piski się prawie nie pojawiały bo prawie sprzęgła nie używałem (zrezygnowałem nawet z hamowania silnikiem co robię bardzo często), niestety wjazd do Wrocławia to zmienił. Masa świateł i na każdych niestety musiałem stać. Wtedy też piski stały się częstsze i głośniejsze no i przestała wchodzić jedynka, a wsteczny ta sama historia co wcześniej... Skorzystałem z okazji, że we Wrocławiu był akurat mój przyjaciel Samouk A to pojechałem spotkać się z nim. Podczas oględzin zgasił auto przez co bałem się że już nie odpalę. Częściowo miałem rację; auto odpalało ale z wielkim trudem. Tak jakby coś bardzo mocno ocierało się o siebie (pewnie rozrusznik, ale jak mówiłem: nie znam się). Fakt jest taki, że coś się blokowało przy zapłonie (nie ważne czy miałem wciśnięte sprzęgło przy odpalaniu czy nie) ale jak zakręciło to już działało. Z piszczącym wstecznym zajechałem do domu i zostawiłem tam auto w spokoju.

 

13 Marca: udałem się na oględziny do mechanika A. Krótki rzut okiem i potwierdzenie diagnozy danej przez telefon- łożysko oporowe. Poinformował mnie o potencjalnych kosztach:

 

- łożysko oporowe 50zł (część)

 

ale zaznaczył, że lepiej wymienić mi całe sprzęgło bo kwestia czasu że przyjadę z dociskiem/tarczą do naprawy. Wtedy koszta oszacował na:

 

- sprzęgło komplet (łożysko, docisk, tarcza) - od 250zł wzwyż

- robota 350zł

 

dodał też, że mimo szczerych chęci to tego nie zrobi bo w ciągu kilka dni wyjeżdża za granicę na długi czas i dał mi kontakt do kogoś kto mógłby się tym zająć. Rozpocząłem poszukiwania. Każdy mechanik, czy to ze wsi czy z mojego małego miasta za robotę życzył sobie 350zł, a części były w zakresie 250zł-400zł + mogłem sam coś innego znaleźć i im dać to tylko koszta roboty.

 

16 Marca: Poszukiwania mechanika nadal trwają. Po obdzwonieniu lokalnych mechaników zadzwoniłem do rodziny i od wujka dostałem kontakt do mechanika B, u którego serwisował swoje auta. Facet mu się spodobał bo konkretny, trzyma się ceny i terminów + jak coś spierdzieli to do tego się przyzna i naprawi to co źle zrobił. Zadzwoniłem do niego i zaproponował mi cenę 250zł za robotę (nie ukrywam, że to był decydujący argument jeśli chodzi o jego wybór) no i powiedział, że zamówi mi sprzęgło firmy Axle (350zł). Wtedy też zdałem sobie, że suma pieniędzy wydanych na naprawy będzie się równać 1/4 ceny jaką zapłaciłem za auto. Po szybkiej kalkulacji stwierdziłem, że utrzymanie tego auta za dużo mnie wynosi toteż chce je zrobić tak by jeździło i sprzedać w przeciągu kilku miesięcy. Umówiliśmy się, że robimy to auto "do żyda" i inwestuję w nie jak najmniej. Sam kupiłem sprzęgło (nowe!) firmy SRLine za (200zł). Oczywiście dobrane do silnika.

 

20 Marca: odstawiłem auto de mechanika i kupiłem sprzęgło.

 

25 Marca: odbieram auto od mechanika. Testujemy. Odpalam auto i coś dziwnie odpaliło, tak jakby dłużej mu ten proces zajął. Na desce nieustannie się pali lampka "check engine", a w powietrzu czuć benzynę ale nie przy silniku, a jakby w spalinach. Mechanik C (pracownik mechanika B) zajął się ogarnięciem lampki. Mówił, że to wina czegoś (chyba czujnika, ale nie pamiętam dokładnie) odpowiedzialnego za ciśnienie. Pomajstrował i zgasło. Ale cały czas miałem dziwne wrażenie że silnik nie chodzi tak jak kiedyś. Głupi nie monitorowałem obrotów więc ciężko powiedzieć jak to wtedy wyglądało. Uregulowałem rachunek i cieszyłem się autem. Nie długo...

 

27 Marca: rutynowe zakupy. Odpaliłem auto i pojechałem do sklepu 1. 10min i wracam do auta, odpalam i jadę do sklepu 2. Znów 10 min postoju i powrót do auta by jechać do sklepu 3. Odpalam auto i znów dziwnie odpaliła. Tak dłużej, ciężej i z "przytarciem" ale załapała. Pochodziła troszkę i zaraz zgasiłem by spróbować odpalić jeszcze raz. I tutaj zaczyna się cyrk. Za 2 razem odpaliła jeszcze gorzej, pochodziła i zgasiłem... 3 razu już nie było; z każdym kolejnym kręceniem kręciła ciężej i krócej aż w pewnym momencie było tylko "cyk", przymrużenie świateł i kontrolek, a na koniec cisza. Pierwszy telefon: mechanik B. Diagnoza: obluzowane kable na rozruszniku, możliwe poruszenie przy zmianie sprzęgła. Dawaj na warsztat to Cię podreperujemy. Zadzwoniłem po kolegę by przyjechał odpalić Corsę na kable ale jednak kolega ich nie miał. Odpaliła na popych. Rzekłbym że opornie. Chciałem włączyć radio ale na monitorze przy zegarze pojawił się napis "safe" Pojechałem prosto do mechanika B. Przy wjeżdżaniu do warsztatu zgasło mi auto (sprzęgło wysoko łapało niż poprzednio więc jeszcze nie miałem go rozpracowanego). Odpaliłem ale znów z trudem. Wsadziliśmy auto na podnośnik i okazało się, że rozrusznik w ogóle nie był ruszany, ale poprawił kable i opuściliśmy na dół i zaczęliśmy szukać pod maską. Mechanik B oraz Mechanik D (pracownik MB) zaczęli rozmyślać nad tym co się spierdzieliło. W pewnym momencie przystali na mój pomysł z alternatorem. Mechanik D zaproponował by sprawdzić napięcie akumulatora i na mierniku ukazał się wynik 13,5 V (mierzone na włączonym silniku) co mechanik B podsumował słowami "powinieneś mieć minimum 14,2 V czyli nie dostaje ładowania. Nawet jak gazujesz to rośnie ale nie osiąga 14,2". Zostaliśmy przy opcji "alternator". Krótkie rozeznanie i dostałem wycenę + propozycję rozwiązania. Mechanik B zaproponował regenerację alternatora (pamiętał o moim "do żyda" więc odradził mi kupno części nowej lub używanej). Wg. niego to powinno załagodzić ten problem ale... poinformował mnie, że akumulator wygląda na oryginalny więc uznał, że jak ten dziadek dostanie więcej napięcia to może się "rozpaść". No i taka sytuacja- regeneruję alternator to uwalam akumulator, kupuję nowy akumulator to alternator go wykończy. Pozostaje zregenerować część i kupić nową baterię. Wracam do domu i gadam z ojcem, który polecił mi stary sprawdzony sposób: odłączyć klamę od akumulatora przy włączonym silniku (myślę, że sposób znany więc nie będę się rozwodził nad nim). Razem z samoukiem A zaczęliśmy majstrować przy aucie i jak się okazało zdjęcie klamy nie skutkowało wyłączeniem silnika. Co więcej robiliśmy pomiary napięcia akumulatora w różnych opcjach i wyniki były różne. Przedstawię zakres i na ile pamiętam jaki był tryb.

 

11,5 V (po odpaleniu na popych, włączony silnik)

12,27 V (sam akumulator po odpięciu od auta)

~12,5 V (nie pamiętam dokładnie ale chyba na włączonym silniku jak trochę pochodził)

13,5 V (odczyt u mechanika B)

 

Sprawdzaliśmy też kable od masy. Wydawały się być w porządku. Nawet zrobiliśmy własną masę akumulator-silnik i mierzyliśmy napięcie ale cholerka nie pamiętam. Chyba 13,8V.

 

Z samoukiem A próbowaliśmy użyć jeszcze innego akumulatora o tych samych parametrach. Jakiś stary dziadek, napięcie na wskaźniku 12,72V. Po podłączeniu auto nawet nie zakręciło ale wydało dźwięk, który do złudzenia przypominał warczenie psa, który stoi za drzwiami. Dalej podłączony akumulator-dziadek był mierzony i napięcie spadało sukcesywnie (pamiętam odczyt 12,38V)

 

Dzień skończył się na tym, że auto zostało na noc u kolegi, a następnego dnia miał podładować akumulator prostownikiem.

 

Co zaobserwowałem tego dnia, zwłaszcza po majsterkowaniu z samoukiem A:

  • przymrużenie światła na podsufitce i spadek mocy pracy nawiewu w momencie gdy gazowałem auto na jałowym biegu;
  • wahania obrotów od 1100RPM do 900RPM. Raz nawet spadły same obroty tak nisko, że auto zgasło. Co do samych obrotów; zawsze na jałowym miała 1000RPM. Zawsze. Dlatego obroty na poziomie 1100RPM/900RPM uważam za odstające od normy.
  • Raz przy odpalaniu zatrzepało całym silnikiem, nie byłem w środku więc nie widziałem obrotów ale na pewno nie były jednomierne, potem się uspokoiło
  • Raz przy odpalaniu widziałem potężną iskrę pod silnikiem. Stałem przy lewym kole z przodu i patrzyłem się na bok silnika (tak o, niczego nie wypatrywałem) i wtedy zobaczyłem ogromną iskrę w głębi silnika. Nazwałbym tą iskrę łukiem elektrycznym niż iskrą wytworzoną przez ocieranie się np. części metalowych. Pomimo licznych prób nie zaobserwowałem jej drugi raz.
  • Jak nigdy samochód zaczął niesamowicie kopcić. Ale nie był to dym "olejowy" ale normalny biały dymek (jestem przekonany na 90%, że to para). Dodatkowo wydech zaczął wypluwać z siebie jakąś ciecz, bardziej woda bo potem nie było po niej śladu na kostce.

 

28 Marca: kolejny dzień zmagań. Akumulator został podładowany i wskaźnik pokazywał 12,7V. Auto odpaliło ale też troszkę dziwnie. Zaintrygowały mnie kontrolki, które lekko przygasały w momencie zapalania (czego nigdy nie robiły). Dalej światło i wentylator dziwnie pracowały jak gazowałem na jałowym + "safe" nadal obecne na wyświetlaczu. Po pierwszym odpaleniu na naładowanym akumulatorze obroty utrzymywały się na na poziomie 1100RPM i coś się włączyło. Co? Najmniejszego pojęcia nie mam. Wyło jak stary odkurzacz Zelmera. Nigdy tego nie słyszałem. Potem to coś się wyłączyło i obroty spadły do 1000RPM/900RPM ale nadal rosły same i opadały. Samą tą część sfotografowałem i dodam do załącznikówpost-46540-0-60659200-1427588223_thumb.jpg. Do tego wszystkiego doszedł dym, który zagęścił się jeszcze bardziej i ciecz, która była jeszcze zmieszana z czymś tłustym bo większość wyparowała, ale były plamy na kostce które zostaną tam na długi czas. W chwili obecnej auto odpala ale inaczej.

 

 

To tyle jeśli chodzi o historię. Z rzeczy dziwnych i nie wiem czy istotnych to powiem jeszcze, że auto zaczęło mnie kopać. Zawsze przy wysiadaniu dostanę iskierkę w palca. Kwestia rzeczy czy zdartych przewodów? Nie wiem.

 

 

Jeszcze jedną rzeczą która mnie martwi to spalanie... Średnie zużycie paliwa na 100km to 10,5l. Bez kitu. Ja wiem, że mam zły sposób jazdy ale nawet na eco-drive zmniejszam spalanie do 10l... Jedyne pocieszenie, że jak raz zalałem do pełna (46l) to zrobiłem na tym prawie 600km (spalanie 7,8l/100km) ale większa część to była trasa (choć długo jechałem ponad 110km/h-dziwne). Tak czy siak wydaje mi się, że spalanie na takie małe auto jest zbyt duże i nie wiem jak mam je ogarnąć. Nie wyrabiam już na benzynę i auto, a jeździć muszę 60km dziennie...

 

Czego oczekuję od Was po tych wypocinach? Pomocy, wskazówki, rady... Niestety za naprawy płaci mój ojciec i wymaga ode mnie bym je naprawił. Dla mnie to bezsens ale on nalega. Marzeniem jest dla mnie koszt naprawy tego auta w zakresie 2000zł-2500zł bo wtedy wiem, że auto zostanie sprzedane. Choć z drugiej strony to moje pierwsze auto więc mam sentyment i szkoda mi też się jej tak pozbyć. Chciałbym wiedzieć czy ktoś miał podobnie? Czy to jest opłacalne (naprawa)? Czy jest sensowe? Kogo możecie mi polecić do pomocy z okolic Wrocławia?

 

Błagam, pomóżcie!

 

EDIT: przypadkiem wydmuchałem nos w chusteczkę, w którą wycierałem bagnet przy sprawdzaniu oleju. Nie wiem jak zwyczajowo pachnie olej silnikowy, ale ten zdecydowanie zaciągał benzyną...

Edytowane przez Benji93

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Witam.

Strasznie długa lektura ale dałem radę.

Wspominałeś o dziwnym przelewaniu się wody - efekt taki jest jak brakuje płynu i/lub zapowietrzony jest układ chłodzący.

Możliwe że przegrzałeś silnik. Świadczą o tym jak pisałeś dziwne dźwięki z silnika.

Uszczelka pod głowicą też możliwe że jest padnięta - woda w wydechu.

Musisz zmierzyć na początek ciśnienie na cylindrach i płyn na obecność spalin.

 

Akumulator sprawdzić najlepiej u elektromechanika lub w punkcie sprzedaży akumulatorów,

Problem z niskim napięciem ładowania i rozrusznikiem może być spowodowany też słabą masą pomiędzy silnikiem i nadwoziem.

 

Na załączonej fotce jest pompa powietrza wtórnego.

  • Upvote 1

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Kupując auto , zabrałeś ze sobą jakiegoś mechanika lub kogoś , kto zna się na autach ? Czy może jednak ufałeś sprzedającemu i wierzyłeś w każde jego słowo ?

Łożysko oporowe nie pada z dnia na dzień podobnie jak hamulce . To po pierwsze .

Po drugie , kupując auto używane niestety trzeba sie liczyć z tym , że niebawem coś sie zepsuje , obojętne czy to mercedes czy opel - marka nie ma żadnego znaczenia .

Pociesze Cię , że akurat części do corsy są bardzo tanie . Ciekawe co byś powiedział jakby Ci padło sprzęgło z dwumasą , a zaraz potem turbina i wtryski w nowoczesnym " oszczędnym " dieslu .

W swojej corsie non stop coś robię , począwszy od wymiany silnika parę lat temu , a skończywszy na wymianie belki tylnego zawieszenie 2 tygodnie temu . I co Ty na to ?


  • Upvote 1

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Na stan auta maja wpływ użytkowanie i wiek. Cylinderki w hamulach bebnowych psuja sie nagminnie (u mnie co 5 lat), sprzeglo powinno wytrzymac 200k ale jak jest nieodpowiednio uzywane to i po 100k pada. Akumulator to czesc eksploatacyjna. Po tym jak sie uzewnętrzniałeś przy wymienionych awariach wnioskuje że powinieneś zmienić auto na nowsze. Polecam naprawdę niezawodne Hondy.

  • Upvote 1

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Dziękuję za tyle odpowiedzi! Bałem się, że nikt nie zabierze głosu w tej sprawie :)

 

 

Wspominałeś o dziwnym przelewaniu się wody - efekt taki jest jak brakuje płynu i/lub zapowietrzony jest układ chłodzący.

Możliwe że przegrzałeś silnik. Świadczą o tym jak pisałeś dziwne dźwięki z silnika.

Uszczelka pod głowicą też możliwe że jest padnięta - woda w wydechu.

Musisz zmierzyć na początek ciśnienie na cylindrach i płyn na obecność spalin.

 

Akumulator sprawdzić najlepiej u elektromechanika lub w punkcie sprzedaży akumulatorów,

Problem z niskim napięciem ładowania i rozrusznikiem może być spowodowany też słabą masą pomiędzy silnikiem i nadwoziem.

 

Hmmmm... Istotnie mechanik C podczas oddawania auta i ogarniania kontrolki "check engine" zauważył niski stan płynu chłodniczego (tutaj dałem ciała bo to w sumie jedyny płyn, którego nie kontrolowałem...). Silnik na bank był przegrzany; zakres temperatur jaki mam na desce rozdzielczej to 90-100*C i wystarczy przejazd przez Wrocław o 16 by wskazówka lądowała poza 100*C i za chwilę, przy pomocy wentylatora wracała na 95*C. Czy "spocony" silnik może być wynikiem uszkodzonej uszczelki pod głowicą? Czy trudno jest samemu wymienić taką uszczelkę? No i pytanie o mierzenie ciśnienia na cylindrach: samemu da radę czy powinien się zająć tym fachowiec?

 

Masa pomiędzy akumulatorem i nadwoziem była poprawiana; odtłuściłem i przykręciłem na nowo bo klakson momentami nie działał. Co do kabla akumulator-silnik to ciężko powiedzieć. Tyle co z samoukiem A zobaczyliśmy na kanale to wyszło, że i ten jest dobry... A wybierając się do kogoś, kto zna się na akumulatorach to o co pytać dokładnie?

 

Na pozostałe dwa posty odpowiem wieczorem jak tylko wrócę z pracy :)

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

 

 

Czy trudno jest samemu wymienić taką uszczelkę?

Z tego co pisałeś wcześniej to z twoją wiedzą nie bierz się sam za to.

 

 

 

Czy "spocony" silnik może być wynikiem uszkodzonej

Ubytki płynu, brak mocy, "majonez w misce olejowej... poszukaj bo pisano wielokrotnie.

Pierwsze co to zmierzyć ciśnienie w cylindrach na warsztacie.

Jak czujesz paliwo w oleju to i pierścienie na tłokach do wymiany.

Nie wiem czy w tym przypadku bardziej opłacalny będzie zakup innego silniczka.

 

Co do akumulatora to porostu powiedz że chcesz aby sprawdzić jego kondycję..


Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Kupując auto , zabrałeś ze sobą jakiegoś mechanika lub kogoś , kto zna się na autach ? Czy może jednak ufałeś sprzedającemu i wierzyłeś w każde jego słowo ?

Łożysko oporowe nie pada z dnia na dzień podobnie jak hamulce . To po pierwsze .

Po drugie , kupując auto używane niestety trzeba sie liczyć z tym , że niebawem coś sie zepsuje , obojętne czy to mercedes czy opel - marka nie ma żadnego znaczenia .

Pociesze Cię , że akurat części do corsy są bardzo tanie . Ciekawe co byś powiedział jakby Ci padło sprzęgło z dwumasą , a zaraz potem turbina i wtryski w nowoczesnym " oszczędnym " dieslu .

W swojej corsie non stop coś robię , począwszy od wymiany silnika parę lat temu , a skończywszy na wymianie belki tylnego zawieszenie 2 tygodnie temu . I co Ty na to ?

 

Na oględziny pojechał ze mną mechanik A oraz jego ojciec, który też jest mechanikiem ale bardziej A zabierał głos. Wskazał kilka rzeczy do zrobienia (choćby rozrząd) ale nie jechaliśmy na stacje kontroli pojazdów więc wszystko co dało radę dojrzeć zostało wytknięte. Obaj określili silnik jako "zegareczek", a nawet ja - ten bez pojęcia - wiedziałem że silnik jest ok.

 

Z tego co słyszałem sprzęgło może zawodzić przy 200 000km, a ja mam najechane 125 000km (jak wcześniej pisałem, nie mam pewności co do oryginalności przebiegu). Możecie mi nie uwierzyć ale klocki i tarcze były oryginalne... w sensie, że fabryczne. Więc jak to walnęło to wcale nie byłem zdziwiony.

 

Co do zakupu auta: musiałbym być idiotą żeby myśleć, że auto które ma 18 lat będzie nie zawodne. Liczyłem się z tym ale w tym przypadku myślę, że to jest kilka rzeczy na raz i na moją studencką kieszeń to jest bardzo dużo! Dla mnie część tania to 50zł, ale tutaj się żydek zainstalowany gdzieś tam w głębi duszy odzywa :D

 

Nie wiem jak mam rozumieć słowa "coś robię". Jeśli robisz to Ty sam to Ci tego zazdroszczę! Szczerze :) bo gdybym umiał coś zrobić przy aucie to nie miałbym takiego "bólu dupy" jak mam teraz. Chyba wolałbym wydawać kasę na lepsze części i robić samemu niż jeździć po Mietkach, którzy widzą we mnie zarobek więc robią to tak żebym przyjechał za tydzień i utopił znów kasę.

 

 

Na stan auta maja wpływ użytkowanie i wiek. Cylinderki w hamulach bebnowych psuja sie nagminnie (u mnie co 5 lat), sprzeglo powinno wytrzymac 200k ale jak jest nieodpowiednio uzywane to i po 100k pada. Akumulator to czesc eksploatacyjna. Po tym jak sie uzewnętrzniałeś przy wymienionych awariach wnioskuje że powinieneś zmienić auto na nowsze. Polecam naprawdę niezawodne Hondy.

 

Wiem, że wiek zrobił swoje. Większość części jest fabryczna dlatego będzie się sypać. Kluczowe pytanie czy jest sens to robić? Co do uzewnętrzniania... jak już wspomniałem jestem studentem i mieszkam przy Wrocławiu. Muszę codziennie dojeżdżać, a nie stać nas na posiadanie dwóch aut dlatego jak auto jest u mechanika to ja mam problemy z komunikacją, a i są jeszcze inni użytkownicy, którzy potrzebują auta. Sprzedać puki co nie mogę bo o ile jest opcja naprawy to ma być naprawione (dlatego żeby odjąć sobie problemu chciałbym naprawę za 2000zł i miałbym z głowy; auto do sprzedania w takim stanie jakim jest, dokładka i kupić coś innego).

 

A co do hondy... słowo przeciwko słowu. Nasłuchałem się tyle dobrego o hondach i tyle złego, że nie wiem co myśleć mam :(

 

Z tego co pisałeś wcześniej to z twoją wiedzą nie bierz się sam za to.

 

 

 

Ubytki płynu, brak mocy, "majonez w misce olejowej... poszukaj bo pisano wielokrotnie.

Pierwsze co to zmierzyć ciśnienie w cylindrach na warsztacie.

Jak czujesz paliwo w oleju to i pierścienie na tłokach do wymiany.

Nie wiem czy w tym przypadku bardziej opłacalny będzie zakup innego silniczka.

 

Co do akumulatora to porostu powiedz że chcesz aby sprawdzić jego kondycję..

 

Majonezu nie ma- sprawdzałem. W sumie wymiana silnika to super koszt: 700zł za silnik, 100zł transport i pewnie z 500zł dla Mietka :D jeszcze się odniosę do tej uszczelki pod głowicą. Poprosiłem o opinię wujka i powiedział, że gdyby coś takiego było to i byłby majonez i na bagnecie byłaby woda. Po sprawdzeniu nie było.

 

Pytam każdego o zdanie bo prawda leży po środku więc im więcej opinii tym krąg podejrzanych się zawęża :)

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Wypisz w punktach , co masz do zrobienia w corsie , tak by było przejrzyście , a potem oszacujemy mniej więcej koszty i zobaczymy czy to się opłaca czy nie : SMILE : .

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

W takim razie musiałbym się udać do mechanika i zapytać bo jak na razie to mam same przypuszczenia. Chyba, że to wystarczy :)


Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Dołącz do dyskusji

Możesz dodać zawartość już teraz a zarejestrować się później. Jeśli posiadasz już konto, zaloguj się aby dodać zawartość za jego pomocą.

Gość
Dodaj odpowiedź do tematu...

×   Wklejono zawartość z formatowaniem.   Usuń formatowanie

  Dozwolonych jest tylko 75 emoji.

×   Odnośnik został automatycznie osadzony.   Przywróć wyświetlanie jako odnośnik

×   Przywrócono poprzednią zawartość.   Wyczyść edytor

×   Nie możesz bezpośrednio wkleić grafiki. Dodaj lub załącz grafiki z adresu URL.


  • Podobna zawartość

    • Przez nik000s
      Witam.
      Posiadam Opla Corse C 1.4 benz. 2004 rok i mam w planach dołożenie z przodu dokładki trochę innej, wyższej niż seryjna i zastanawiam się jaka będzie pasować, słyszałem że pasuje od renault laguny II, ale nie jestem pewien. Czy ktoś zakładał do swojej corsy dokładkę inną niz oryginalna? Jeśli tak to od jakiego modelu samochodu, czy były jakieś modyfikacje przy niej?
      w Załączniku/grafice corsa z fajną dokładką i chciałbym uzyskać podobny efekt
       

    • Przez OP_MERY
      W czasie jazdy włącza się kontrolka ładowania lecz ładowanie jest 14,5 V. Po wyłączeniu silnika i ponownym włączeniu kontrolka ne zapala się ponownie. Ten objaw występuje od czasu do czasu. O co tu chodzi???
Partnerem serwisu: Fabryka kart plastikowych LiderKarty
×
×
  • Dodaj nową pozycję...

Powiadomienie o plikach cookie

Umieściliśmy na Twoim urządzeniu pliki cookie, aby pomóc Ci usprawnić przeglądanie strony. Możesz dostosować ustawienia plików cookie, w przeciwnym wypadku zakładamy, że wyrażasz na to zgodę.